04.12.2013

DWIE MATKI

Za górami, za lasami w krainie wyniszczonej wojnami domowymi płynęła rzeka Om. Jej rwący prąd był tak silny  ze nikt nawet najsilniejsi mężowie nie byli w stanie sie przez nią przeprawić. Żaden most nie był w stanie  wytrzymać potężnej siły którą niosły jej fale. Skaliste zbocza były naturalna granica, która dzieliła miejscowy  lud na dwa niezależne obozy. Wraz z upływem lat ludzie zamieszkujący dwie strony rzeki pomimo, ze nie miała  szerokości więcej niż rzut kamieniem zaczęli rozmawiać odmiennymi dialektami. Ich kultury również stawały się  coraz  bardziej odmienne.

 

Głośny huk przetaczającej się pomiędzy nimi rzeki głuszył wszelkie próby kontaktu i  porozumiewania się.  Pewnego dnia na niewielkiej wysepce w środku niebezpiecznego nurtu zauważono małe dziecko, nikt nie  wiedział jak przedarło sie przez wysokie fale i do którego z plemion przynależy. Nie potrafiło jeszcze mówić,  siedziało na kamieniu i ze strachem obserwowało szalejący dookoła żywioł. Dziecko było na tyle małe, ze nie  rozumiało jeszcze potęgi tego żywiołu przez co czuło sie bardzo zagubione i przestraszone.  Tymczasem po obu stronach rzeki wszyscy zastawiali się gdzie są rodzice oraz jak wybawić dziecko z  niebezpieczeństwa. Zbliżał sie wieczór gdy po każdej ze stron odezwała się kobieta wyznająca ze to właśnie jej  dziecko znajduje sie wśród żywiołów. Dwie matki stanęły po dwóch stronach brzegu i zarzuciły liny aby  przeciągnąć na swoja stronę ukochane maleństwo. Gdy juz pętle zacisnęły sie na każdej z raczek zaczęły  ciągnąc, każda w swoja stronę. Obserwujący to zdarzenie po obu stronach rzeki lud głośno zastanawiał sie  która z nich odzyska swoja pociechę, obie pragnęły mieć je przy sobie. Gdy węzły sie zacisnęły i dziecina  zaczęła płakać jedna z matek nie chcąc sprawiać jej bólu puściła linę i pozwoliła przeciągnąć dziecko na druga  stronę rzeki. Wiedziała ze być może juz nigdy go nie dotknie i nie przytuli choć bardzo tego pragnęła. Od  tamtego czasu do końca swojego życia co dzień przychodziła w to samo miejsce by obserwować z daleka jak  szczęśliwie dorasta wraz ze swoja rodzina.

 

Marcin, el chalten, Patagonia, 1 grudzien 2012

Jeśli podobał ci się ten artykuł podziel się nim z innymi.

Twetter Facebook

Inne w tej kategorii

04.12.2013

ŚLIWKA, DESZCZ i SŁOŃCE

Była raz sobie śliwka. Całkiem zwyczajna. Rosła sobie na drzewie śliwkowym wpatrując si...

04.12.2013

W mydlanej bańce

Szczeniak Tom. Od urodzenia matka podsuwała mu wszystko pod pysk. Nie musiał się nigdy ...

04.12.2013

AMELIA i ZUZIA

Dawno, dawno temu, za górami za lasami i wielkimi jeziorami w starym zamku, kt&o...

04.12.2013

Królestwo pszczół

Czy uwierzycie mi, jeśli powiem Wam, że byłam kiedyś pszczołą? Trudno to sobie wyobrazi...

04.12.2013

WICHER i CISZA

Kraina koni. Nikt nie wiedział jak nazwać ziemię, na której żyły ich tysiące. Wi...